Wpisy

  • czwartek, 31 marca 2011
    • W roli głównej - sos karmelowy!

      Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią dzisiaj ma być tarta z bananami i serem, ale tak naprawdę zdałam sobie sprawę, że ona nie jest jakaś szczególna, bo najważniejszy jest tutaj SOS KARMELOWY!

      Widziałam kiedyś na anglojęzycznym blogu przepis na taki sos. Wczytywałam się w niego bez opamiętania myśląc, że ja też chcę taki. Ba! spisałam nawet przepis na kartce i adres bloga dodałam do ulubionych, ale karteczka zaginęła a lista moich "ulubionych" stron jest tak obszerna, że do dziś jej nie znalazłam. Ale postanowiłam spróbować sama. Miałam niewiele czasu, a chciałam upiec coś na szybko. Szybki rekonensans, co mam w szafkach i w lodówce i miała powstać tarta. Tyle, że przepis taki banalny, nic szczególnego, a ja mam potrzebę "fajerwerków", gdy jem już jakieś ciasto. No i stało się. Miałam zrobić mój pierwszy sos karmelowy...

      tarta sernik banany sos karmelowy

      Podstawa ciasta była prosta poznaliście w końcu przepis na moje cudowne kruche ciasto. A jeśli nie poznaliście to zerknijcie tutaj. Masło skierczało w piekarniku, a ja musiałam rozpocząć eksperymentalny sos karmelowy. Nie pamiętałam dokładnie przepisu, ale był na pewno był cukier i śmietana kremówka i ekstrakt waniliowy i sól. Proporcje były mniej więcej następujące:

      Sos karmelowy

      szklanka cukru

      szklanka śmietany tortowej 36%

      łyżeczka ekstraktu waniliowego

      szczypta soli

       

      Najtrudniejsze przede mną - musiałam zrobić karmel, a jakoś specjalnie do tego wcześniej nie miałam do tego ręki. Oczywiście wysypałam szklankę cukru na suchą patelnię i czekałam, aż się roztopi. Po głowie krążyły mi słowa Nigelli - nie mieszamy karmelu, co najwyżej poruszamy patelnią. Ok, to musi się udać pomyślałam... śmietanę podgrzałam z ekstraktem i z solą w osobnym garnuszku. Nie potrafiłam, co prawda robić karmelu, ale miałam świadomość, co się może stać, gdy dodać do karmelu zimną śmietanę. Karmel miał już złoty kolor, więc postanowiłam dodać śmietanę. I wtedy się zaczęło... Oczywiście śmietana początkowo nie chciała się wymieszać z karmelem, a gdy już się połączyła to zaczęła bulgotać (co widać na załączonym obrazku).

      sos karmelowy

      Całe szczęście na małym ogniu, powoli sos karmelowy zyskał właściwą sobie konsystencję. Stał się cudownie kremowy, gęsty. Po prostu... karmel :)

      sos karmelowy

      No i wtedy się zaczęło próbowanie, smakowanie. Pojawiła się obawa, że karmel zostanie pochłonięty przez nas zanim powstanie ciasto. Ale najważniejsza wiadomość brzmiała - "Udało się!"

      Gdy spód upieczonej tarty był już wystudzony rozgniotłam dwa banany i wyłożyłam je na ciasto.

      tarta banany

      Masa serowa

      250g białego sera na sernik

      100g mascarpone (ja dodałam, bo musiałam zużyć ale nie przywiązujcie się do niego specjalnie w tym przepisie)

      3 jajka

       

      Postanowiłam nie dodawać do przepisu cukru mając świadomość, że banany są słodkie i ciasto zostanie polane sosem karmelowym. Ser należy zmiksować dodając kolejno jajka. Wyłożyć masę na banany i wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni na około 20 minut. Kroić i jeść po wystudzeniu.

      ps. następnego dnia też zrobiłam sos i potem jeszcze raz... po pewnym czasie okazało się, że pasuje do wszystkiego :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „W roli głównej - sos karmelowy! ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      urbanska_anna
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 marca 2011 22:10
  • środa, 30 marca 2011
    • Tajskie czary - rybne curry :)

      Pamiętacie warsztaty kulinarne w SPOT o których Wam jakiś czas temu wspominałam? Jako, że trzeci dzień z rzędu objadam się tajskim jedzeniem... czas zdradzić sekrety kuchni tajskiej. Dziś tajskie curry rybne.

      warzywa tom yum

      Smak tego dania jest wyjątkowy. Niestety możecie mieć problemy ze zdobyciem składników. W sklepach Kuchnie świata można kupić mieszankę do zupy tom yum. Co prawda Kuchnie świata mają swój internetowy odpowiednik, ale niestety mieszanka jest mrożona.

       

      tajskie curry rybne

       

      Tajskie curry rybne

      2 łyżeczki oleju

      6 ząbków czosnku (w przepisie miały być zmiażdżone, ale ja pokroiłam)

      1 łyżeczka startego świeżego imbiru

      1 łyżeczka kurkumy

      2 łyżeczki drobno pokrojonych czerwonych papryczek chilli

      1/2 szklanki bulionu rybnego (można ugotować samodzielnie, ale ja użyłam takiego z proszku)

      400 ml mleczka kokosowego

      20g galangalu - cienkie plastry

      1 łodyga świeżej trawy cytrynowej, pocięta na kawałki

      4 filety z białej ryby (ja używałam dorsza, mintaja)

      2 łyżki sosu rybnego (akurat nie użyłam, bo nie miałam)

      2 młode cebulki, cienko pokrojone

      listki świeżej kolendry

      tajskie curry rybne

       

      Rozgrzej olej w woku lub na dużej patelni. Smaż czosnek, imbir, kurkumę i chilli, aż zapach przypraw stanie się wyrazisty. Dolej bulion rybny i mleczko kokosowe, dodaj galangal, trawę cytrynową i doprowadź do wrzenia.

      Dodaj rybę, zmniejsz płomień i gotuj około 8 minut. Łopatką ostrożnie wyjmij rybę z sosu i ułóż w misce.

      Doprowadź sos do wrzenia i gotuj przez 5 minut.

      Zdejmij naczynie z ognia, dodaj sos rybny i cebulę. Polej sosem rybę w misce. Udekoruj świeżą kolendrą.


      ps. jutro zapraszam Was na tartę z bananami i serem polaną - własnej produkcji - sosem karmelowym :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Tajskie czary - rybne curry :)”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      urbanska_anna
      Czas publikacji:
      środa, 30 marca 2011 15:39
  • poniedziałek, 14 marca 2011
    • Tartaletki z truskawkami i zabaglione. Najlepsze na świecie kruche ciasto.

       

      Wiem, wiem. Znów długa przerwa, ale mam za to DUŻĄ niespodziankę. Zdradzę Wam jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic w moim domu - przepis na najlepsze na świecie kruche ciasto! Ha, myślicie - banał - ale zapewniam Was, jak raz spróbujecie - to zrozumiecie...

      foremki tartaletki

      Jeśli zastanawiacie się dlaczego właśnie teraz - zaraz Wam wytłumaczę. Pisałam jakiś czas temu o warsztatach kuchni tajskiej. W ciągu ostatnich 3 tygodni sama miałam przyjemność poprowadzić takie warsztaty w SPOT. Moim tematem były tarty i tartaletki. I to był ten czas. Robiliśmy razem 5 różnych tart - 3 wytrawne i 2 słodkie. Oczywiście przepisami podzielę się również na blogu, ale musicie dać mi chwilę...

      Żeby zrobić ten wpis musiałam się sporo natrudzić. Trudno było mi utrzymać moje dzieci w ryzach więc musiałam dla nich znaleźć miejsce w kuchni. Zabawy były różne - mikser, foremki - ale ostatecznie wygrały zabawki! Nie mniej jednak - to, co normalnie zajęło by mi godzinę - trawło dłuuuuuuuuuuuugo. Pomiędzy robieniem ciasta, a ubijaniem kremu czytaliśmy Noodyego :)

      witek antek

      Ale wracając do przepisu. Znalazłam go w ubiegłym roku na blogu Davida Lebovitza, który przepis ten zaczerpnął z francuskiej szkoły Promenades Gourmandes. Dlaczego jest idealny? Bo jest PROSTY, ZAWSZE się udaje i jest PRZEPYSZNY.

      Kruche ciasto

      90 gram masła pokrojonego na kawałki

      1 łyżka oleju roślinnego

      3 łyżki wody

      1 łyżka cukru

      1/8 łyżeczki soli

      150g mąki

      masło

      Rozgrzej piekarnik do temperatury 210 stopni. W średniej wielkości misce żaroodpornej połącz masło, olej, wodę, cukier i sól. Wstaw miskę do piekarnika na około 15 minut, aż masło będzie bulgotało i zacznie robić się brązowe na brzegach.

      kruche ciasto

      Wyciągnij miską ostrożnie z pieca (masło może pryskać) i wymieszaj szybko z mąką za pomocą łyżki, aż do uzyskania stałej konsystencji. Z wyglądu musi ono być takie lekko świecące tłuszczem - mniej więcej jak widać na zdjęciu. Przenieś ciasto na blachę i rozprowadź za pomocą łopatki lub łyżki. Gdy cisto przestygnie, dociśnij ciasto palcami bo boków blachy.

      tartaletki

      Zazwyczaj w trakcie pieczenia ciasto lekko pęka więc można zostawić małą kulkę ciasta, aby wypełnić powstałe ubytki przed umieszczeniem farszu. Ciasto wstawić do piekarnika na około 15 minut. Wystudzić zanim nałoży się farsz.

      tartaletki

      Z jednej porcji ciasta wychodzi około 6 tartaletek.

      truskawki

      Na wystudzonych tartaletkach umieściłam pokrojone truskawki i zabrałam się za przygotowanie kremu zabaglione. Zabaglione pochodzi z kuchni włoskiej - choć pewnie to wiecie. To tak naprawdę kolgel-mogel, tyle, że z dodatkiem wina i ubijany nad parą.

      tartaletka z truskawkami

      Zabaglione

      3 żółtka

      1 łyżka cukru pudru

      1 łyżka wina marsala (ale może być też inne słodkie wino)

      marsala

      Ubijamy - na niskich obrotach - żółka z cukrem na puszystą masę. W garnku gotujemy wodę i gdy zacznie wrzeć miskę z koglem - moglem ustawiamy na nim. Ważne - miska nie może być zanurzona w wodzie. Ubijamy, aż masa będzie puszysta i gęsta. Zestawiamy z garnka i ubijamy jeszcze przez chwilę. Polewamy tartaletki z truskawkami lekko wystudzoną masą. Jemy :)

      zabaglione

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Tartaletki z truskawkami i zabaglione. Najlepsze na świecie kruche ciasto.”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      urbanska_anna
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 marca 2011 21:36

Tagi

Kanał informacyjny

Durszlak.pl Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i blogi